wtorek, 26 sierpnia 2014

A po przerwie...

Hej, cześć i czołem!
Tęskniliście? Ja bardzo.
Już w poprzednim poście przepraszałam za moją nieobecność na blogu, bo wakacje, sprawy związane ze studiami i inne życiowe problemy.
Wiem, że wyjazdy i inne tego typu sprawy nie są wytłumaczeniem dla tak długiej nieobecności, jednak proszę Was o wyrozumiałość.
Cieszę się, że liczba obserwatorów się nie zmieniła :)
A co ciekawego porabiałam w czasie, w którym mnie tutaj nie było?
Jeżeli obserwujecie mnie na moim instagramie, to wiecie, że byłam i w Łebie, i w Szkocji w Bathgate. Pomiędzy tymi dwoma wyjazdami miałam zaledwie kilka dni przerwy na wypakowanie, pranie i ponowne pakowanie, więc grafik był całkiem napięty.
Przełamałam swój strach latania samolotem, bo przeżyłam lot do Szkocji. Najadłam się tyle słodyczy, ile nigdy na raz nie zjadłam i zobaczyłam piękny kraj o chłodnym, lecz dla mnie rewelacyjnym klimacie.
Teraz wróciłam do blogowania i mam nadzieję, że w trakcie cudownych lat nauki na studiach również będę miała na to czas.
Tymczasem muszę się zająć sobą, bo wróciłam wczoraj i jeszcze nie zdążyłam się rozpakować. :(
Trzymajcie się ciepło i do usłyszenia!

poniedziałek, 14 lipca 2014

Od serca

Kuźwa! 

Powinnam dostać takiego liścia w pysk za to olewanie blogosfery, że się w głowie nie mieści. Staram się chociaż być na bieżąco z waszymi blogami, ale o swoim nie myślę w ogóle. Olałam sobie totalnie i przepraszam z całego serca, ale nie potrafię się za nic zabrać.
Pomysłów trochę mam, ale z realizacją nieco gorzej... Możliwe jest, że straciłam gdzieś wenę, bo przecież siedząc całe dnie w domu już trzeci, czy czwarty miesiąc niemożliwym jest nie napisać notki o czymkolwiek. A tutaj ani o dupie maryny, ani o pogodzie, ani o niczym konkretnym (nawet nic nie-konkretnego nie ma). 


Teraz wpadłam na pomysł wrzucenia kilku TOPów wakacyjnych, które jakoś podnoszą mnie na duchu w te mega nudne dni. Chcecie? Proszę bardzo!

#FILM WAKACJI

21 Jump Street zdecydowanie przebija wszystkie filmy (głównie melodramaty, młodzieżowe i komedie) które widziałam w okresie wakacji dotychczas. Dobra tematyka filmu, ciekawa gra aktorska i Channing Tatum! Tak, zdecydowanie warto obejrzeć.

#SERIAL WAKACJI

How I met your mother nie był mą miłością od początku. Kolega z klatki obok nalegał, żebym obejrzała chociaż dwa pierwsze odcinki, a ja, z nudy (rzecz jasna), poszłam na całość i w tydzień poszło dziewięć sezonów, z czego każdy po 24 odcinki. Nie muszę chyba mówić, że bardzo mi się spodobał?

#KSIĄŻKA WAKACJI
Ciernista róża której autorką jest niezwykle utalentowana Charlotte Link to książka (oczywiście) o tematyce kryminalistycznej. Więcej nie powiem, ale zdradzę tylko, że nigdy nie czytałam książki, w której głównymi bohaterkami są starsze panie!

#GADŻET WAKACJI
Przyrząd do robienia kropek na paznokciach doting tool stał się niewątpliwie moim ulubieńcem ostatnich miesięcy. Nabyty w Rossmannie marki Wibo za niecałe 8PLN sprawdza się jak nic, a przez niego mama nie nadąża w kupowaniu lakierów do paznokci (wiadomo, codziennie inny wzorek) 

#APLIKACJA WAKACJI
Kiedyś nie wyobrażałam sobie żebym mogła stać się uzależniona od czegoś bardziej, niż od facebooka- jak się myliłam! Równie popularna aplikacja, lecz nie tak rozbudowana instagram, to moja nowa towarzyszka w ostatnich dniach. I o tyle nie wrzucam co sekundę nowych zdjęć, o ile ciągle przeglądam cudze i mam z tego ogromny ubaw :)

#WYDARZENIE WAKACJI
Przyjęto mnie na studia, wydział mechaniki, kierunek mechanika i budowa maszyn. Jestem podekscytowana, ale już czuję ból dupska gdy pomyślę sobie o sesjach i innych egzaminach, przez które osiwieję już do końca. Coś za coś :)

#KOSMETYK WAKACJI
Kto kojarzy Ewę Chodakowską? Ta sportsmenka taka... W każdym razie pani ta, w ramach współpracy z marką Adidas stała się twarzą nowej linii zapachowo-dezodorantowej. No więc dezodoranty z serii get ready mam w wersji białej i różowej, gdyż oba pachną rewelacyjnie i nie mogłam się zdecydować który. Zapach utrzymuje się cały dzień. Nie wiem, jak radzi sobie z powstrzymywaniem potliwości, gdyż ja mam nad-potliwość i pocę się wszędzie, przy wszystkim i z wszystkim... Eh.

No cóż, nie wiem, czy robię sobie przerwę wakacyjną i wraz z nadejściem studiów powróci moja wena. Wiem tylko, że nie wiem o czym pisać, a o byle czym też nie chcę, bo wolę zrobić coś raz, a porządnie :)

Trzymajcie się ciepło! 
P.S. Podoba się nagłówek? 

piątek, 27 czerwca 2014

Inna historia włosowa

O włosach pisać można długo, często i gęsto, i ile by nas nie było, tak wszelkich opinii, rad i 'sposobów na' znajdzie się milion razy więcej. I choć pomyśleć można, że będzie to kolejny wpis z serii 'Ile centymetrów mam odrostu w tym miesiącu?'- to będzie zupełnie inna historia włosowa. I o ile, jeżeli ktoś z was po zdjęciach zauważył, mam długie i gęste włosy na głowie, co jest rzadkie i cieszy mnie bardzo, to niestety inne partie ciała też mam pokryte włosami (i to już mnie tak nie cieszy...)

Ale od początku.
Będąc jeszcze małą dziewczynką (około 8 lat) mocno wyróżniałam się bujną czupryną na głowie... i na rękach. Tak, miałam ciemne, lecz cienkie włoski długości pół centymetra podczas, gdy inne dzieci miały jasne włoski, lub nie miały ich wcale. Dość szybko zaczęłam odczuwać związany z tym pewien dyskomfort, bo, jak to z dziećmi bywa, znalazły sobie rzecz, z której się śmiały. I jak nie nazywali mnie różową świnką pigi, tak dostałam określenie małpa. Patrząc dziś na tamtą dziewczynkę wiem, że popukałabym ją w głowę i kazała to po prostu olać, ale wiem, że wtedy nie było łatwo i trzeba było podjąć drastyczne kroki.

#LIKWIDACJA PROBLEMU
Któregoś dnia, dalej będąc w podstawówce, wróciłam do domu z płaczem, bo dzieci nie dawały mi spokoju (nie tylko ręce miałam pokryte ciemnymi włoskami, ale i nogi). Mama zdecydowała, że jakoś trzeba temu zaradzić, bo przecież nie może patrzeć jak dziecko cierpi. Wtedy kupiła mi pierwszy krem do depilacji, oczywiście musiała mi pomóc w użyciu, bo pewnie bym go zjadła i od tamtej pory cieszyłam się gładziutkimi rękoma i nogami przez najbliższy czas. 

#WIELKI POWRÓT
Pod koniec szkoły podstawowej dość często już goliłam nogi i pachy. 
Dopiero będąc w gimnazjum zdałam sobie sprawę, że włosy na rękach są dużo dłuższe niż kiedyś, a przy tym ciemniejsze i mocniejsze. Niejednokrotnie zaklinałam dzień, w którym zaprzyjaźniłam się z kremem do depilacji. Podobnie jak w podstawówce miałam duży kompleks właśnie z owłosieniem związany i również tam dokuczali mi rówieśnicy. Przetrwałam ten okres, ale niespecjalnie lubiłam określenia gryzli, gorilla, małpa, itp. 
W liceum wydawało mi się, że nikt nie zwraca już na to uwagi (tzn. każdy wiedział, ale wszystkim zwisało, żeby jakkolwiek ten temat poruszać) do czasu, gdy koleżanka nazwała mnie włochaczem pospolitym. Kopara mi opadła i przez długi czas biłam się sama ze sobą, czy zgolić ręce, czy nie. W końcu, dopiero pod koniec ubiegłego roku zgoliłam ręce kremem ponownie, lecz tym razem odrosły z prędkością jednego włosa na godzinę (serio, następnego dnia miałam już jeżyka...)

#CO I JAK
Czułam się źle i do tej pory, patrząc na moje ręce mam wrażenie, że każdy to widzi (ba, nie wrażenie, przecież mają oczy) i ma do mnie przez to obrzydzenie. Teraz jednak na całą tą sytuację patrzę inaczej. Już nie zwracam uwagi na owłosienie (tak bardzo), a każdy głupi komentarz traktuję jako dziecinne dogrywki. Potrzebowałam ponad 10 lat, żeby to zrozumieć. Mogłabym golić ręce żyletką codziennie, ale po co? Nie chcę mieć tak długich włosów na rękach, jak na głowie. Teraz mogłabym jedynie żałować, że byłam głupia i zaczęłam przygodę z goleniem za szybko, ale nie zamierzam. Nie była to najmądrzejsza decyzja w życiu, ale nie byłam świadoma i zrobiłam to, co uważałam za słuszne.

#DO OSÓB Z PODOBNYM PROBLEMEM
Teraz już wiesz, że mam takie same schorzenie, jak ty. I też nie jest mi z tym dobrze. Wiesz jednak, że nie jesteś w tym sam, a takich ludzi jak my jest dużo, dużo więcej.
Jeżeli chcesz możesz chodzić po lekarzach, jednak ja na wizycie u dermatologa usłyszałam tylko " Ja też tak mam i żyje ", co nie zmieniło w mym życiu nic, a zmarnowałam tylko czas.
Zastanów się, czy taki drobny problem jest naprawdę problemem. Często ludzie wyolbrzymiają swe (błahe) problemy, by zakryć te prawdziwe. Może i u Ciebie właśnie tak jest?


Co sądzicie na ten temat? Macie, lub mieliście podobne problemy? Jak sobie z tym radzicie? Wypowiedzcie się koniecznie i pamiętajcie o ANKIECIE

P.S. Dzisiaj były wyniki matur i zdałam! Jestem z siebie zadowolona, tylko trochę mało punktów z matematyki (cóż za ambicje)... No cóż, przeżyję :)