piątek, 8 listopada 2013

Męski #thisisbrit

Witam Was serdecznie!

Dzisiaj przyszły do mnie próbki, co prawda nie do końca skierowane do mojej grupy konsumentów, ale bardziej do MĘŻCZYZN. #thisisbrit odwiedziło mnie w pięknej, eleganckiej, czarnej kopercie. W środku, jak wiele z was się domyśliło, próbki ZAPACHÓW od Brit. Trzy testery, nietypowe, bo w formie TATUAŻU!


Bardzo fajna sprawa. Tatuujecie sobie np. rękę, macie tatuaż w kształcie takiego małego flakonika i cieszycie się zapachem do końca dnia (no, może trochę przesadziłam, bo to próbka, ale na pewno trzyma te kilka-kilkanaście godzin).



Próbka testowana przeze mnie. Bo kto powiedział, że tylko mężczyźni decydują, który męski zapach, jest tak na prawdę męski? Oczywiście, jedynych mężczyzn w moim domu spytam o ich skromne (lub nie) zdanie na ten temat, jednakże moja opinia pozostaje tutaj najważniejsza.


Moja ocena : Zapach jest bardzo ładny. Na pewno czuć, że jest męski. Kojarzy mi się z jakimś Calvin'em Klein'em, jednak nie jestem pewna z jakim... W każdym razie podoba mi się i byłabym zadowolona, gdyby mój chłopak właśnie tak pachniał. Mojej mamie również się podoba, też kojarzy go z Klein'em, więc chyba dobrze mi świta :)



A wy? Co sądzicie o męskich perfumach? Macie jakieś ulubione, męskie zapachy? Dajcie znać!

środa, 6 listopada 2013

Długie, zdrowe paznokcie?

... to chyba nie możliwe. Bynajmniej dla mnie! Bo, przecież, jak to jest możliwe, że staram się, nie obgryzam, nie moczę, ładnie piłuję, odżywiam, a one co? Nic. No stoją w miejscu, nie rosną, a jeżeli coś 'wykiełkuje' , to za chwilę się zahaczy i paznokieć do spiłowania. A żeby było śmieszniej, kiedy jakimś cudem po 23874 miesiącach dosłownie nie-dotykania troszkę podrosną, to kształt zaczyna się psuć. Nie wiem, czy tylko ja mam takie problemy, ale przeglądam inne blogi z zazdrością, gdy widzę takie piękne pazurki, których nie mogę utrzymać. 

Dalej, starałam się naturalnymi metodami 'wyhodować' co-nie-co. Na próżno. Później brałam tabletki. Przeróżnych producentów, polecane u różnych źródeł. Były też takie, które przy okazji wzmacniały włosy ( i tutaj akurat się sprawdziły - o dziwo! ) jednak też bez rezultatów. Ręce opadały, dosłownie. Zdecydowałam na chemiczne przyspieszenie. I tutaj bam! Coś się zaczęło dziać. Pytanie tylko 'Co?'

Pierwszy produkt, jaki zdecydowałam kupić, miał być drogi i znanej marki, żebym miała pewność, że zadziała, uzdrowi paznokcie, przy okazji podrosną i nabiorą odpowiedniego kształtu. Z takim zamierzeniem udałam się do Rossman'a. Znalazłam się pod wystawką produktów Sally Hansen i po przejrzeniu wszystkich opcji zdecydowałam się na 'MAXIMUM GROWTH'.


Informacje od producenta : Powerful protection for short nails. (skuteczna ochrona na krótkie paznokcie) Triple-protein and silk formula helps fortify nails and improve nail condition. (formuła potrójnego białka i jedwabiu pomaga wzmocnić paznokcie i poprawić kondycję paznokcia) 

Wzmacnianie : zauważalnie dłuższe paznokcie w ciągu 1 tygodnia.

Martwią Cię: paznokcie, które są zbyt słabe na to, żeby były długie.

Jak to działa? formuła zawierająca proteiny i jedwab natychmiastowo wzmacnia miękkie, obgryzione i słabe paznokcie oraz chroni je przed złamaniem i rozdwajaniem.

Rezultat: Zauważalnie dłuższe paznokcie już po pierwszym tygodniu stosowania.

Sposób użycia: Nałóż 1 warstwę na niepomalowane paznokcie lub użyj jako bazy pod lakier kolorowy.

Hasełka reklamowe, które mnie zachęciły : Visible results in 1 week! (badania oparte na grupie 103 konsumentek.) America's #1 Nail Brand. Maximum Growth. GROWTH.

Moja opinia:  Z jakiej strony by na to nie spojrzeć, producent się spisał. Była zauważalna różnica w długości w ciągu tygodnia. Wszystko fajnie, pięknie, bo troszkę podrosły. Ale nie za taką cenę! I to nie o kwocie (ok. 30 zł) mówię, a o stanie moich paznokci. Jeszcze tak rozdwojonych to nigdy nie miałam! Pierwszy i ostatni raz kupiłam coś drogiego, znanej i polecanej marki. W tej cenie mogłabym nabyć coś o wiele lepszego, wydajniejszego i odpowiedniejszego dla moich paznokci. Bzdura totalna i marnotractwo. Stracili mnie jako klienta, a przecież miało być tak pięknie...

No nic, po kilku miesiącach nie używania niczego, paznokcie troszkę się zregenerowały. W tym czasie były często malowane przeróżnymi lakierami z różnych marek, więc były narażone na osłabienie, jednak dzielnie się wzmocniły i było z nimi w miarę 'OK'. Nadal pozostawało pytanie ' Co z tą długością? ' - postanowiłam kupić coś tańszego, na próbę. A co tam, raz się żyje - zaszalejmy! 

Ponownie znalazłam się w Rossman'ie, gdzie powędrowałam pod jedną z tańszych półek z produktami od 'wibo'. Miałam mnóstwo lakierów z tej firmy i zawsze byłam w miarę zadowolona (jak na 6zł) więc postanowiłam wziąć też coś od nich. Wybrałam utwardzacz do paznokci.

Dwa zdjęcia: jedno wzięte z internetu, drugie moje. Wrzucam oba, bo na moim nic nie widać, jak widzicie. 

Od producenta (zbyt wiele tego nie ma): utwardzacz do paznokci 'wibo' zawiera proteiny , przedłuża trwałość lakieru. Pielęgnuje słabe, rozdwajające się paznokcie dzięki silikonowej powłoce, która chroni płytkę paznokcia przed niebezpieczeństwami dnia codziennego. Stosować na lakier do paznokci.

Ode mnie: Ogólnie można powiedzieć, że się spisał i zadowolona z niego jestem. Wzmocnił paznokcie, podrosły. Położony na lakier przedłuża jego trwałość. Wszystko się zgadza. Trzeba jednak liczyć się z faktem, że tak tani produkt (6 zł) nie wytrzyma zbyt długo. Ba-wytrzyma AŻ dzień. I po dniu schodzi. Zwłaszcza, gdy ma się kontakt z wodą, co jest nieuniknione. Momentalnie się zahacza, odstaje w końcikach i odchodzi warstwami. To jego jedyny, ale dosyć duży minus. Ale czego się spodziewać za (prawie)darmo?

A wy? Jakie macie doświadczenia z tymi wzmacniaczami? A może macie domowe, niezawodne metody, którymi wzmacniacie i przyspieszacie porost pazurków? Dajcie znać!

Hugs!

niedziela, 3 listopada 2013

Cooks!

Nie bardzo wiedziałam o czym pisać, ale stwierdziłam, że dzisiaj będzie o gotowaniu. Jak to ktoś mądry powiedział : " Polacy nie tańczą, Polacy gotują ". Tak więc będzie o gotowaniu i to nie byle jakim, ale z najlepszymi ( według mnie ) kulinarnymi blogerkami. Właśnie dlatego zamieszczam tutaj małą listę moich OH&AH. Kolejność nie ma znaczenia:

Dwie prawe ręce, czyli Michalina (którą miałam okazję poznać) i Anna. Na moje - genialne blogerki kulinarne. Na ich blogu znajdziecie misz-masz wszystkiego, od słodkich drożdżówek i ciast przez proste przepisy obiadowe do hamburgerów domowej roboty. Wchodzę praktycznie codziennie i czerpię inspiracje, zwłaszcza na to co by tu sobie podjeść. 
White Plate - biały talerz Elizy Mórawskiej. Oprócz wspaniałości i bogactwa pod postacią licznych przepisów, bloggerka cieszy nasze oko również niesamowitymi fotografiami, a przecież fotografia była jej pasją jeszcze zanim zaczęła blogowanie. Smak i prostota, wszystko perfekcyjne i z kropką nad ' i '.

Cóż mogę rzec? Mój ulubiony blog cukierniczy - to na pewno. Stronę sprawdzam codziennie ( jestem strasznym łasuchem ) i ślinię się do ekranu. Mogłabym robić i jeść wszystko, co pani Dorota tam wstawia, pisze, tworzy - jakkolwiek to nazwać. Nic dodać - nic ująć! Uwielbiam, zwłaszcza przez to, jak barwniki potrafią zmienić zwykłe ciasto w coś wspaniałego!

Na dzisiaj to tyle. Nie wstawiam zdjęć (jeszcze) moich smakołyków, bo nie mam aparatu. Mogę jednak powiedzieć, że wiele przepisów z tych blogów wypróbowałam i zawsze się sprawdzały.
Lecę na jakąś kolację i trzeba się dalej kurować (kaszel, katar, zapalenie krtani).
Love!